Meksyk

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

ROŚLINY MOCY

Następny punkt podróży znajdował się zaledwie 10 minut drogi od Jungle Palace. Jednak następny punkt oznaczał następny świat. El Gardin był kameralnym miejscem w naturze, mocno hipisowskim, gdzie życie toczyło się bez prądu, a cała infrastruktura była tak zorganizowana, żeby zapewnić możliwie największą autonomię jego gospodarzom i gościom. Tam piłam najlepszą na świecie herbatę z liści limonki, odkryłam mój ulubiony gatunek bananów, drugi raz w życiu leżałam w hamaku i pierwszy raz uczestniczyłam w szałasie potów. Teraz, kiedy patrzę na tę wyprawę z perspektywy czasu, ze wszystkich szamańskich elementów, w które obfitowała, szałas potów jest jedynym, który poczułam jako prawdziwy, czysty i nie potrzebujący żadnych argumentów, by wytłumaczyć swoją zasadność.

Obserwując co się dzieje z innymi uczestnikami szałasu, znów dotarło do mnie, że zaufanie jest możliwe tylko, kiedy nie wierzę w żadną swoją myśl, a także że jedyne widmo śmierci (strach) pochodzi z umysłu. Kiedy jest Ci tak gorąco i duszno, a wokół ciemność, jęki i powszechny niepokój – myślom łatwo jest podsuwać wizje strachu o własne życie. Tu zaczyna się panika. Ale kiedy tak mocno ufasz, że w każdej sekundzie oddajesz całe swoje życie Bogu, żadna myśl nie ma mocy, by cię w cokolwiek wciągnąć. Jesteś. Miłością.

Następnego dnia do el Gardin przybył starszy szaman, który miał poprowadzić dla nas ceremonię z tzw. świętą rośliną – kaktusem pejotl. Po moim spotkaniu z Ayahuascą, pół roku wcześniej, byłam otwarta na takie doświadczenie. Sesja z Ayą przyszło do mnie znienacka, nie planowałam jej i nie przygotowywałam się w żaden sposób. I było przepięknie (relację opublikowałam TU). Wcześniej czułam duży opór i wewnętrzną niezgodę dla jakichkolwiek psychodelików. Po tamtym doświadczeniu, zaczęłam się nimi bardziej interesować, choć tylko w teorii. Teraz miałam okazję po raz kolejny zobaczyć, jak i gdzie poprowadzi mnie ten enteogen. Weszłam w to doświadczenie bez lęku. I bardzo szybko pożałowałam. Całe moje ciało wykrzywiło się od paskudnego smaku wywaru, który piliśmy po kolei z wielkiego kotła. Poczułam, jak moją świadomość przysłania trippowa aktywność mózgu, która nie była pod żadnym względem bardziej atrakcyjna, niż rzeczywistość. Żadne z doznań czy obrazów, które do mnie przyszły podczas ceremonii, nie były niczym nowym, niczym odkrywczym. Czułam tylko wewnętrzną niechęć, a w głowie pojawiło się zdanie: po co to robisz swojemu ciału? Kiedy spotkałam się w tym trippie z osobą, z którą czułam połączenie, razem monitorowałyśmy ten tripp, co sprawiało nam dużo radości, wydarzyły się rzeczy, które podczas takiej ceremonii wydają się być całkowicie niedopuszczalne: ktoś zaczął nas uciszać, czegoś zabraniał, za coś strofował. Wtedy poczułam apogeum niewłaściwości i zrobiłam to, co chciałam i co wierciło się we mnie od początku spotkania: poszłam stamtąd.

Zbliżając się w ciemności do miejsca, gdzie nocowałam, usłyszałam głośne miauczenie kota. Zapaliłam latarkę i skierowałam snop światła w miejsce, z którego dobiegało. Zobaczyłam rudego kocura, który podbiegł do mnie jakby z wytęsknieniem i zaczął się na mnie wspinać, mrucząc donośnie i ocierając się główką o każdą część mojego ciała. Usiadłam, a kot wpakował mi się na kolana i kręcił w kółko tuląc się do mnie całym ciałem, jakby ciągle mu było mało. Następnego dnia, podczas telefonicznej rozmowy z mamą, dowiedziałam się, że mój rudy kot w Chorzowie tej nocy dziwnie się zachowywał – chodził po domu i miauczał jakby był w rui. Poza tą jedną nocą, meksykańskiego rudego kota już nigdy więcej nie spotkałam.

Dzień po kaktusie był ciężki. Czułam się bardzo sama z moimi odczuciami, przemyśleniami i pragnieniami. Nie było się do kogo zwrócić, z kim pogadać. Każde moje słowo o tym, co czuję, co rozpoznaję, było odbierane jako atak. Znów zaniemówiłam.

Czytelnia

Dominika Radwańska

Daj ludziom prawo, by cię nie lubili

Ten tekst, jak żaden inny, obrazuje prostą i zawsze obecną zasadę twego nierozerwalnego związku z innymi ludźmi i ze wszystkim, co jest.

Dominika Radwańska

Noś prawdę dumnie

Największy błąd, jaki popełniasz, człowieku, w swoim życiu to wstydzenie się prawdy o sobie.
Masz tak kiepskie zdanie na swój własny temat, że za wszelką cenę starasz się zmienić, a w międzyczasie ukrywasz, powstrzymujesz, ganisz i lękasz się tego, jaki naprawdę jesteś.

Dominika Radwańska

Jak „wejść” w bezwarunkową miłość?

Bezwarunkowa Miłość jest tak naprawdę jedynym, co charakteryzuje Boga, Prawdę i rozwiązanie, czyli zakończenie tułaczki po życiu jako sinusoidzie z obecnością cierpienia.

Wydarzenia

Komentarze

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments