Noś prawdę dumnie

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter

Największy błąd, jaki popełniasz, człowieku, w swoim życiu to wstydzenie się prawdy o sobie.
Masz tak kiepskie zdanie na swój własny temat, że za wszelką cenę starasz się zmienić, a w międzyczasie ukrywasz, powstrzymujesz, ganisz i lękasz się tego, jaki naprawdę jesteś.

Ilekroć uświadamiasz sobie, że właśnie przepełnia cię któreś z tych uczuć, które uznajesz za paskudne, złe i godne pożałowania (jak złość, wstyd, zazdrość, zawiść, pragnienie, pożądanie, chciwość, nienawiść, niechęć, żądza, litość, bezsilność, miękkość, słabość, lenistwo, dążenie do przyjemności, gburowatość, odmawianie, agresja itp. – w zależności od tego, na co zostałeś uwarunkowany, by tego unikać za wszelką cenę, bo np. twoi rodzice tacy byli lub gdzieś kiedyś przejawienie tego uczucia sprowadziło na ciebie cierpienie lub zostałeś za nie ukarany lub odrzucony), zaczynasz się wstydzić i jednocześnie robisz wszystko, by ukryć prawdę przed światem.

Wydaje ci się, że to, co czujesz jest złe.
Podobnie jak może ci się wydawać, że to, jaki jesteś, jakie są twoje prawdziwe preferencje i czego nie lubisz, nie znosisz, a co cię kręci – jest głupie, nienormalne, chore, złe lub nieludzkie.

Możesz mieć ogromny problem ze swoją historią, z przeszłością, z tym, co kiedyś zrobiłeś. Możesz potępiać się za myśli, jakie cię nachodzą albo za to, co wydarza się w twojej psychofizyczności i nad czym nie masz tak naprawdę kontroli, bo gdybyś ją miał, nie czuł byś się źle z tym, co jest, bo od razu byś to zmienił. Innymi słowy – tym, co nieustannie sobie robisz jest potępianie się za prawdę, czy raczej potępianie Prawdy.

Uważasz, że Prawda jest okropna i trzeba ją schować.
Uważasz, że jeśli wyszłaby na jaw – wszystko byś stracił: godność, szacunek, wizerunek, znajomych, miłość, reputację, siebie…
Uważasz, że gdyby prawda wyszła na jaw – zawaliłby się cały twój świat.

A teraz OBUDŹ SIĘ!

Po pierwsze i najważniejsze: wszystko, co powstrzymuje cię przed uznaniem Prawdy i zaufaniem Jej ponad wszystko to… SABOTAŻYSTA z głowy. Ten głos/odczucie/lęk, który przytoczy każdy argument i rozwinie w wyobraźni tak czarne scenariusze, że ty, jak zwykle, potulnie wycofasz się do swej dziupli, decydując się nadal odtwarzać maskę, a prawdę ukrywać tu i teraz. To tylko głos, nie prawda. Zauważ, że on nigdy nie poklepie cię po plecach i nie powie: „bądź szczery, bo to wielka wartość.” On cię wciąż przekonuje dlaczego znów masz skłamać. A ty mu wierzysz, zamiast po prostu zaufać, że bycie prawdziwym i uczciwym jest najbardziej fair i wtedy jesteś czysty.

Druga sprawa, to jaki jesteś w danej chwili, to po prostu przejaw prawdy w kanale, jakim jest osoba, którą jesteś. Innymi słowy: jeśli przychodzi do ciebie wkurw albo zazdrość, albo znużenie czy nieprzyzwoita rządza czegokolwiek (drugiego człowieka albo tego, co on ma, lub czegoś dla siebie), wówczas do kanału, jakim jesteś, napływa Prawda wprost ze Źródła (nie ty ją robisz i nie tobie ona podlega), a ty jesteś tu po to, by Ją przejawić. Lub nie przejawić, jeśli taka wola twoja. Jednak Prawda to prawda i żaden osąd tego nie zmieni. Sądząc Prawdę, która napływa, próbujesz dokonać niemożliwego – to walka z wiatrakami lub po prostu syzyfowa praca, która nie przyniesie nigdy skutku, a wykonujesz ją po to, by przekonać się na własnej skórze, że nic tu zdziałać nie możesz – bo prawda pozostaje prawdą.

Na tym uświadomieniu polega odpuszczenie – odpuszczasz nie po to, aby coś się wydarzyło. Odpuszczasz, bo wiesz, że siłowanie się nie ma najmniejszego sensu. Porzucasz tym samym wszelką nadzieję i ufność, jaką pokładasz w sobie – człowieku i swych siłach (czyli zaufanie, jakim darzysz ego) i przenosisz ją na Boga czy Wszechświat (wszystko jedno, jak nazwiesz Niewidzialne, a zawsze Obecne, o ile w ogóle jest ci dostępne aż tak pełne poddanie).

Każdą prawdę, jaka jest noś z dumą.
To, co jest dla ciebie teraz powodem do wstydu, krępacji, co za wszelką cenę starasz się ukryć, zmienić, nie pokazywać światu ani sobie – wycofaj tu i teraz swój osąd z tego i poczuj, że jest to dar, wyposażenie, jakie dostałeś od Boga i które ma ci służyć do bycia Człowiekiem.

Jako człowiek nie staniesz się doskonały. Im bardziej usiłujesz się zbliżyć do doskonałości – tym bardziej potępiasz siebie – Prawdę, Człowieka. Jesteś wtedy jak każący rodzic, który nie pozwala dziecku na zabawę, a zamiast tego wymaga od niego, by spełniło niemożliwe oczekiwania, które są jak studnia bez dna, albo jak dziura w niebie, która wcale nie kończy się rajem. Ta dziura to piekło wiecznego niespełnienia, nie sprostania i wiecznej niedoskonałości. Taka wizja ciebie możliwa jest tylko w kłamstwie.

Pozwól sobie być człowiekiem. Ilekroć nie jesteś z siebie zadowolony, zamiast robić groźną minę, powiedz „ten typ tak ma”. Nie chciej więcej, bardziej, wyżej ani dalej. Zgódź się na siebie teraz i noś dumnie każdy „odchył” od normy w sobie. Ukochaj to, że seplenisz i to, że wkurza cię nieumyty kubek. Pozwól sobie dumnie mówić o naburmuszonej, sfrustrowanej koleżance z pracy, która wiecznie ma jakiś problem, zamiast wierzyć, że problem, który tobie wmawia, naprawdę dotyczy ciebie. Nie gódź się na uznanie swojej winy w związku z tym, że czegoś nie potrafisz albo coś idzie ci jak po grudzie. „Ten typ tak ma” powiedz do siebie i dumnie noś swą niezdarność, skrępowanie, małomówność czy nieumiejętność śmiania się z dowcipów, które wcale nie są śmieszne, choć wszyscy, oprócz ciebie się z nich śmieją. Zaufaj sobie i swojej wiecznej doskonałości i nigdy, przenigdy nie wątp, że to z tobą coś jest nie tak. Jesteś tu takim właśnie nie bez powodu. Nie jesteś tu po to, by się naprawiać, a by stanąć za sobą, czyli być dumnym z każdego najmniejszego fragmentu siebie po wsze czasy.

Nie ma chwili, w której nie byłbyś doskonały.
Są tylko chwile zwątpienia, gdy postrzeganie jest błędne.
Im bardziej ufasz prawdzie, tym więcej się przed Tobą odsłoni całej tej gry, która tylko sprawia pozory twardych reguł, których jesteś ofiarą przez swą wrażliwość. Gdy tylko zaczynasz dumnie nosić każdą Prawdę – maskarada przestaje istnieć. Odsłania się Bóg.

Życzę Ci odwagi!

Z miłością
Dominika

Czytelnia

Dominika Radwańska

Daj ludziom prawo, by cię nie lubili

Ten tekst, jak żaden inny, obrazuje prostą i zawsze obecną zasadę twego nierozerwalnego związku z innymi ludźmi i ze wszystkim, co jest.

Dominika Radwańska

Jak „wejść” w bezwarunkową miłość?

Bezwarunkowa Miłość jest tak naprawdę jedynym, co charakteryzuje Boga, Prawdę i rozwiązanie, czyli zakończenie tułaczki po życiu jako sinusoidzie z obecnością cierpienia.

Dominika Radwańska

Jak nie dać się wciągnąć w uzdrawianie z efektem JO-JO?

Ilekroć udajesz się do „specjalisty”, by pomógł ci rozwiązać problem – już na starcie możesz mieć pewność, czy pomoc okaże się skuteczna, czy wywalisz kasę w błoto albo stracisz czas, energię i pewność siebie. Nie ma bowiem większego koszmaru, niż uwięzienie w rozwoju osobistym, duchowym, przepracowywaniu traum, konfliktów czy innych klątw.

Wydarzenia

Komentarze

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments